Zaczęło się od zeszytu, markera i krzywych portretów. Rysowałam notatki z webinarów tylko dla siebie, żeby nie przeklikać się w trakcie na maila. Dziś rysuję konferencje dla kilkuset osób, po polsku i po angielsku, na planszach i na iPadzie.
W odcinku #48 podcastu Michała rozmawialiśmy o tym, czym są notatki wizualne i jak opowiadać historie przez rysowanie. W tym wpisie zebrałam z tej rozmowy wszystko, co dotyczy drogi od hobby do biznesu. Całe nagranie znajdziesz niżej.
TL;DR
- Graphic recording to zapis graficzny wydarzenia: całe wystąpienie na jednej stronie, jednym ekranie albo jednej planszy.
- Kluczem nie jest talent plastyczny, tylko przetwarzanie informacji, synteza i wyłuskanie tego, co najważniejsze.
- Pierwsze zlecenie to był plakat z ofertą firmy logistycznej, za około 300 zł.
- Nie muszę znać branży. Moją rolą jest zapisać to, co osoba na scenie uważa za najważniejsze.
- Nie czekaj na idealny moment. Małe kroki i publikowanie nawet krzywych notatek prowadzą dalej niż perfekcjonizm.
Czym jest graphic recording?
Graphic recording to profesjonalna nazwa zapisu graficznego wydarzeń. Dopasowuję format do długości wystąpienia, ale zasada jest jedna: całe wystąpienie ma się zmieścić na jednej stronie, jednej kartce albo jednej piance, która może mieć nawet 100×140 cm. Znajdziesz na niej graficzne i tekstowe podsumowanie najważniejszych rzeczy, które padły ze sceny.
Od razu odpowiadam na najczęstsze pytanie: nie, zwykle nie mam wcześniej dostępu do prezentacji. Rysuję na żywo. Najprościej mówiąc, jestem tą ulubioną koleżanką ze studiów, która zawsze ma notatki.
Zapisuję też to, co zostaje powiedziane, a nie tylko pokazane na slajdach. Szukam kotwic myślowych, a nie streszczenia linijka po linijce. Dlatego zawsze się śmieję, że ja i osoba prelegencka zmalowałyśmy to razem.
Czy trzeba kończyć ASP?
To drugie najczęstsze pytanie. Nie kończyłam ASP ani liceum plastycznego. Skończyłam studia ekonomiczne. Clou zapisu graficznego to umiejętność przetwarzania informacji, ich synteza i wyłuskiwanie tego, co było najważniejsze. Rysunek jest dopiero narzędziem.
Skąd pomysł na rysowanie eventów?
Od zawsze notowałam kolorowo, z rysunkami i podkreśleniami. Tak działa mój mózg: nawet menu na grilla wolę rozrysować, a składniki dopisać obok.
Od lat pracuję też w branży eventowej i szkoleniowej. Widziałam, jak przygotowania do wydarzenia trwają miesiącami, a potem wszystko dzieje się w jeden dzień. Wychodzisz z sali z myślą „fajne było, inspirujące”, masz w telefonie kilka zdjęć slajdów i tyle. Jeśli chcesz wrócić do wystąpienia, ono ucieka. A przecież ktoś przygotowywał je tygodniami.
W pandemii wszystko przeszło do online. Praca zdalna nie była dla mnie nowością, ale skupienie na webinarze już tak. Zrobiłam sobie wyzwanie: zostać na jednej zakładce, słuchać uważnie i zamknąć całe wystąpienie na jednej stronie zeszytu. Zaczęłam wrzucać te notatki na LinkedIna i okazało się, że ludziom się bardzo podobają i dobrze się niosą.
Potem zaczęłam obserwować osoby, które zajmują się graphic recordingiem profesjonalnie, w Polsce i za granicą. Zrobiłam kilka kursów, kupiłam kilka książek i tak hobby zamieniło się w zajawkę, która trwa do dziś.
Od 300 zł do konferencji IBM: kamienie milowe
Pierwszy klient: firma logistyczna
Nie szukałam klientów. Pierwszy sam się odezwał, bo zobaczył mój post. Chciał mieć takie podsumowanie, tylko swojej oferty w logistyce. Narysowałam mu plakat markerami na bloku A3, a potem go zeskanowałam. Za około 300 zł. Wtedy wszystko działo się online, więc przynajmniej nie dokładałam do biletów.
Notatka dla Freshmaila i telefon od I love marketing
Zupełnie z własnej inicjatywy zrobiłam notatkę z lajwa Freshmaila. Spodobała się, udostępnili ją u siebie, a pod postem pojawiły się komentarze z branży. Po tej notatce odezwał się organizator I love marketing z pytaniem, czy narysuję ich konferencję.
Zobacz ten post na Instagramie
To była wtedy największa konferencja marketingowa i najsilniejszy brand. Trzy dni wystąpień jak z karabinu, a ja w kinie, pochylona nad iPadem jak krewetka. W kolejnej edycji konferansjer wyświetlił moje grafiki na wielkim ekranie w Złotych Tarasach. Moment wow.
Zobacz ten post na Instagramie
IBM: po angielsku, markerami, o komputerach kwantowych
Największy projekt kliencki? Konferencja dla IBM. Silny brand, międzynarodowa publiczność, rysowanie po angielsku i markerami, więc wszyscy widzieli każdą kreskę. Temat był tak odległy od mojej codzienności, że do dziś nie umiem odtworzyć szczegółów o komputerach kwantowych. To był też moment, kiedy zobaczyłam, że mój „głupi pomysł” stał się realną nogą biznesową.
Zobacz ten post na Instagramie

Jak wygląda przygotowanie do eventu?
Na żywo nie rysuję ani portretów, ani tytułów. Między wystąpieniami bywa pięć minut przerwy, więc to byłoby nie do zrobienia. Przyjeżdżam z gotowymi kanwami: na iPadzie albo na wielkoformatowych piankach.
- Format i przeznaczenie. Czy notatka będzie wyświetlana na ekranie poziomo, publikowana w social mediach, czy drukowana w A4? Od tego zależy rozmiar.
- Templatka. Kolorystyka i logotypy zgodne z brandem wydarzenia.
- Portrety i tytuły. Rysuję je z przesłanych zdjęć albo ze zdjęć profilowych na LinkedInie. To praca „do Netflixa”, bo nie wymaga myślenia.
- Biblioteka ikon. Przed eventem z nowej branży, na przykład motoryzacji czy cyberbezpieczeństwa, przygotowuję sobie zestaw symboli, żeby mieć z czego wybierać.
Na piankach nie ma „cofnij”. Jeśli pomylę literkę w tytule na planszy 100×140 cm, zaczynam od nowa. Błąd w treści na żywo się zdarza, ale przyjechać z błędem w tytule przygotowanym dwa tygodnie wcześniej byłoby mi po prostu głupio.
Skąd pianki?
Na pierwszej konferencji rysowałam na papierze, który był niestabilny i źle się prezentował. Szukałam lepszego materiału i trafiłam na pianki ze sklepu dla architektów, w formatach 70×100 albo 100×140 cm. Prelegent może potem wziąć taką planszę i z nią zapozować, a organizator wystawić ją w lobby.
Czasem rysuję hybrydowo: na iPadzie wystąpienie po wystąpieniu, a gotowe notatki od razu trafiają do organizatorów i na ekran w przerwie. Równolegle najważniejszą myśl z każdego wystąpienia zapisuję markerem na piance.
Nie muszę znać branży
Większość moich realizacji jest zupełnie oderwana od tego, na czym się znam: IT, ubezpieczenia, transport, cyberbezpieczeństwo w przemyśle. I to jest w porządku. Moją rolą nie jest głębokie rozumienie tematu. Moją rolą jest wyłuskanie tego, co osoba na scenie uważa za najważniejsze, i zapisanie tego.
Co ciekawe, im bardziej „odjechana” branża, tym większy efekt wow. Marketingowcy wszystko już widzieli. Za to na międzynarodowej konferencji o cyberbezpieczeństwie ludzie z różnych zakątków świata chcieli zapakować piankę i zabrać ją do domu, do Szwajcarii czy Rumunii.

Deep work i stres, o którym nikt nie mówi
Na evencie nie mogę wyjść na kawę w trakcie wystąpienia, spóźnić się z przerwy ani przewinąć Instagrama, gdy temat mnie nie interesuje. Przez cały dzień jestem uważna na 120%. Na co dzień przeskakuję między zadaniami, a rysowanie eventów to jedyna czynność, przy której czuję prawdziwy deep work.
To drenuje. Po dwudniowym rysowaniu po angielsku następny dzień jest u mnie dniem zombie. Nie ma wtedy miejsca na kreatywność, więc robię coś spokojnego: Excela, analitykę, porządki.
I tak, stresuję się. Dzień wcześniej zawsze panikuję, że głowa mnie boli i że pociąg się spóźni. Po evencie zawsze myślę: po co tak panikowałaś? Jakiś poziom stresu jest potrzebny, bo motywuje. Gorzej, gdy wybija skalę i nie da się nad nim zapanować.
Ile kosztuje graphic recording i dlaczego firmy za to płacą
To branża, w której nie znajdziesz cennika na stronie. Przy wycenie pomogła mi rozmowa z Agatą Jakuszko, która jest na tym rynku od lat: dołączyłam do jej kursu i mastermindu, i po prostu zapytałam wprost o stawki.
Wycena to też praca z własną głową. Za notatkę z godzinnego webinaru sama bym nie zapłaciła, bo to nie mieści się w budżecie freelancerki. Dlatego moją grupą docelową są firmy i organizatorzy w B2B. Oni mają budżet na zapis graficzny i rozumieją, co dostają w zamian.
A dostają sporo:
- Atrakcję na samym evencie. Plansze wystawione w lobby albo grafiki na ekranie przyciągają ludzi.
- Materiał dla prelegentów. Każda osoba na scenie dostaje gotową grafikę do posta. Bywa, że prelegentki przyjmowały zaproszenie na webinar także dlatego, że chciały mieć moją notatkę.
- Treści na długo po evencie. Posty w social mediach, mailing do uczestników, gift i baza wiedzy. Sama, gdy wracam do swojej notatki sprzed dwóch lat, od razu wiem, o czym było wystąpienie.
Konkretne stawki znajdziesz na stronie głównej.
Dlaczego „rysuję EVENTY”, a nie „Sylwia rysuje”?
Bo ludzi nie obchodzi, co robisz. Obchodzi ich, co mogą z tego mieć dla siebie. To samo powtarzam przy publikowaniu na LinkedInie: post „byłem na targach, było fajnie, mam zdjęcie z kimś znanym” zostawia u mnie tylko pytanie: i co z tego?
Pomysł na markę rozpisałam w notesie, w podróży do czeskiego aquaparku. Papier, długopis, kamienie milowe. Nazwa ma drugie dno: rysuję eventy, bo się na nich znam. Organizowałam je, promowałam i zarządzałam nimi, więc oprócz notatek zawsze mogę podpowiedzieć, co zrobić lepiej.
Nie czekaj na idealny moment
Wiele osób czuje, że nie są dość dobre, żeby coś pokazać. Że najpierw muszą mieć coś naprawdę ważnego do powiedzenia. Niezależnie od tego, czy to początek kariery, czy 20 lat doświadczenia.
Jeśli będziemy czekać na idealny moment, on nigdy nie nadejdzie. Zawsze znajdziemy powód, żeby czegoś nie robić.
Ja wrzucałam notatki krzywe, robione w zeszycie. Nadal można je zobaczyć na moim profilu. Po pięciu latach rysuję na zupełnie innym poziomie i dla zupełnie innej publiczności. Spodziewamy się, że publiczna ocena będzie negatywna, a dostajemy tyle wsparcia, że to naprawdę dmucha w skrzydła.
Chcesz zapis graficzny swojego eventu?
Rysuję konferencje, webinary, szkolenia i panele, na planszach i na iPadzie, po polsku i po angielsku. Napisz do mnie albo wyślij maila na sylwia@rysujeeventy.pl. Zmalujmy coś razem!
Więcej o samej pracy przy scenie przeczytasz we wpisie Graphic recording od kuchni, a o tym, jak myślenie wizualne pomaga w firmie, w tekście Myślenie wizualne w biznesie.